• slider1
  • slider 2

Kwartalnik zaprasza na Zjazd

14-06-2018 Wyświetleń:607 Aktualności Admin

To właściwy moment, by 16 czerwca 2018 r. świętować 55. rocznicę powstania Szkoły poszukującej nowych rozwiązań w zmieniającej się rzeczywistości – napisał Jerzy Wilczyński w swym Zaproszeniu na Zjazd, zamieszczonym...

Czytaj więcej

Do Zjazdu coraz bliżej...

11-05-2018 Wyświetleń:462 Aktualności Admin

Koncert zespołu YANINA 4GRAMY  /Janusza Yaniny Iwańskiego/ uświetni VI Zjazd Absolwentów Szkoły przy Zaporze w Dębem z okazji 55-lecia powstania szkoły. Koncert rozpocznie się o 16 czerwca br. o godz...

Czytaj więcej

Na Zjeździe na pewno się pojawię...

05-05-2018 Wyświetleń:449 Aktualności Admin

Decyzja o wyborze Dębego była pochodną wielu okoliczności. Szukałem szkoły, która oferowała COŚ wyjątkowego – wspomina dr. hab. Henryk Mizerek, absolwent kierunku Meteorologii TGW Dębe. Prezentujemy obszerny fragment wywiadu, którego pozostałą...

Czytaj więcej

Matura 2018 w Szkole przy zaporze

04-05-2018 Wyświetleń:335 Aktualności Admin

W piątek, 4 maja egzaminem pisemnym z języka polskiego rozpoczęły się tegoroczne matury. W Szkole przy zaporze w Dębem do egzaminu dojrzałości przystąpiło 56 tegorocznych abiturientów i 54 absolwentów z...

Czytaj więcej

Jak połączyć tyle różnobarwności Wisły?

30-04-2018 Wyświetleń:336 Aktualności Admin

Jesteśmy przekonani, że dorobek Roku Rzeki Wisły 2017 jest zbyt cenny, by nie stał się wyznacznikiem działań na następne lata, - napisali w zaproszeniu organizatorzy debaty „był sobie Rok Wisły...

Czytaj więcej

Jest szansa na dofinansowanie budowy na terenie Szkoły przy zaporze stadionu lekkoatletycznego z certyfikatem PZLA w ramach Programu Rozwoju Infrastruktury Lekkoatletycznej ”Orliki Lekkoatletyczne” . W środę, 24 lutego br. z inicjatywy prezesa Towarzystwa Jerzego Wilczyńskiego w stołecznej siedzibie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki odbyło się  spotkanie konsultacyjne z udziałem Dyrektora Szkoły Mirosława Sieradzkiego. Rolę gospodarza pełnił Zbigniew Polakowski - wiceprezes PZLA ds. inwestycji. Koszt takiego obiektu to wydatek rzędu 1,5 – 2,0 mln zł, w zależności od standardu wykonania. W tym przypadku połowę kosztów ponosi inwestor, drugie tyle dokłada Ministerstwo Sportu i Turystyki. Finansowanie takiej inwestycji odbywa się w cyklu dwuletnim.

Celem Programu jest poprawa stanu infrastruktury lekkoatletycznej w ujęciu ilościowym i jakościowym. W wyniku realizacji Programu zostaną dofinansowane obiekty w różnych wariantach funkcjonalnych i realizacyjnych, zarówno przeznaczone na potrzeby treningu i realizacji zajęć wychowania fizycznego, jak również umożliwiające – w miarę możliwości – profesjonalne  współzawodnictwo sportowe.

Dyrektor Mirosław Sieradzki jest bardzo zainteresowany powstaniem stadionu lekkoatletycznego przy ulicy Nasielskiej 7 i liczy na przychylność władz samorządowych w tej sprawie. Ewentualność posiadania obiektu, który może stać się w przyszłości kuźnią talentów na miarę Ewy Swobody z UKS Żory jest intrygującą perspektywą. Reaktywacja działalności miejscowego UKS ZAPORA zdaje się być początkiem aspiracji tego środowiska. Czy organ prowadzący Szkołę (Urząd Gminy Wieliszew) zechce samodzielnie wyłożyć tak dużą gotówkę lub zechce dogadać się ze starostwem legionowskim w sprawie współfinansowania budowy powiatowego stadionu lekkoatletycznego, by solidarnie wyłożyć pieniądze na ten cel?

Ksiądz Marek Zieliński jest absolwentem kierunku budownictwa wodnego Technikum Gospodarki Wodnej w Dębem. Gdyby nie smutne okoliczności związane ze śmiercią i pogrzebem Pani Profesor Janiny Cygowskiej, podczas którego ks. Marek koncelebrował mszę żałobną w kościele w Nasielsku, pewnie czas jakiś bylibyśmy nieświadomi, że w gronie naszych absolwentów znajduje się kapłan. Dzisiejszy proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela w Czerwonce Grochowskiej (gmina Sokołów Podlaski) po maturze w 1978 r. idąc za swym powołaniem wybrał drogę Sługi Bożego. Niespełna pół roku później, 1 października 1978 r. został studentem Wyższego Seminarium Duchownego w Siedlcach. Po 6 latach studiów został wyświęcony na kapłana Diecezji Siedleckiej przez biskupa Jana Mazura. Po wielu latach były gospodarz klasy Pana Zenona Cygowskiego przyjechał do Dębego by w roli duszpasterza wesprzeć swego wychowawcę i jego żonę w Jej chorobie. Wieczorem, 12 lutego br. ok. godz. 19.  wyspowiadał i udzielił ostatniego namaszczenia ś.p. Janinie Cygowskiej, a po kolejnych dwóch godzinach, po przyjeździe do swej parafii odebrał telefon z tragiczną informacją...

Ksiądz Marek Zieliński pochodzi z Błonia, k/Janowa Podlaskiego. Swą posługę kapłańską rozpoczął mszą św. prymicyjną w lipcu 1984r. w swej rodzinnej parafii w kościele p.w. Trójcy Świętej w Janowie Podlaskim.  Następnie został skierowany do parafii Komarówka Podlaska, gdzie przez rok był katechetą w miejscowym Liceum Ogólnokształcącym. Więcej o księdzu Marku i kolejnych latach jego kapłaństwa przeczytacie w marcowym wydaniu kwartalnika „Szkoła przy zaporze”.

Umówiliśmy się z księdzem na spotkanie i mamy nadzieję, że przy okazji tego poznania wzbogacimy się o nowe doznania...

W dzisiejszej rozmowie telefonicznej ksiądz Marek wyznał – o czym wspominamy na wstępie – że był gospodarzem swojej klasy. - Pamiętam ten piękny, słoneczny dzień we wrześniu 1973 roku – wspomina. – Na pierwszym spotkaniu  mieliśmy zbiórkę na boisku. Pan Zenek Cygowski ustawił nas w szeregu, popatrzył na nas wszystkich, po czym wskazał na mnie i powiedział: Ty będziesz gospodarzem klasy! I tak zostało. Teraz gdy zapytałem go o powód tamtego wyboru, Pan Zenek odpowiedział: bo dobroć i powaga promieniuje z Twej twarzy i uważałem, że jesteś odpowiednim człowiekiem – puentuje maturzysta rocznika 1978. 

Na  zdjęciu: ks. Marek Zieliński w rozmowie z Panem Profesorem Andrzejem Gierczyńskim. Autorem zdjęcia jest Andrzej Zatoń.

Prezentujemy kolejny fragment Monografii Technikum w Dębem. W dniu, w którym pożegnaliśmy Panią Profesor Janinę Cygowską przypominamy postać innego wybitnego nauczyciela ze Szkoły przy zaporze. Jego byli wychowankowie - Marian Dachniewski i Marek Durbacz sięgnęli do zakamarków pamięci, by przywołać wspomnienie tego niekonwencjonalnego pedagoga, który w roku szkolnym 1968/1969 został wychowawcą klasy pierwszej nowego kierunku - budownictwo wodne.

Profesor Władysław Wieczorkiewicz urodził się 13 września 1906 roku we Włocławku. Tam też ukończył seminarium nauczycielskie. W 1932 roku pracuje jako nauczyciel w Żurominie, a później w Sierpcu. W 1939 r. zostaje kierownikiem szkoły w Karolinowie.

W czasie II wojny światowej bierze udział w obronie Modlina. Po kapitulacji Modlina wojnę spędził w obozach jenieckich w Arnswalde i Woldenburgu.

W styczniu 1947 roku podejmuje pracę w Inspektoracie szkolnym w Płońsku, jednocześnie uczył biologii w płońskim gimnazjum. W 1954 r. uzyskuje uprawnienia nauczyciela geografii. Od 1955 r. do odwołania ze stanowiska w 1967 r. był dyrektorem płońskiego liceum.

(informacje ze strony internetowej I Liceum Ogólnokształcącego im. Henryka Sienkiewicza, Powiatowe Gimnazjum Publiczne w Płońsku)

W 1968 roku obejmuje stanowisko Zastępcy Dyrektora Technikum Gospodarki Wodnej w Dębem. Był chyba najstarszym pedagogiem w naszej szkole.  Do szkoły przyszedł wraz z nami, obejmując stanowisko wicedyrektora szkoły, w 1968 roku. Zapoznaliśmy się z Nim na pierwszej lekcji wychowawczej.  Był pedagogiem żywcem wyjętym ze „Wspomnień Niebieskiego Mundurka” (co za zbieżność z kolorem szkoły).  Dystyngowany, nobliwy starszy pan, dbający o poprawną polszczyznę, nienagannie ubrany (w ówczesnych siermiężnych czasach), z kapeluszem, parasolem, wierzchnim okryciem bardziej przypominającym surdut, niż noszone przez nas kurtki. I kochający całym sercem swoich uczniów, wiedząc o tym, że będą mu robili różne psoty.

Uczył nas materiałoznawstwa, i chyba sam wraz z nami ten przedmiot poznawał. Do legendy klasowej przeszła sytuacja, gdy z historii Ziemi odpytywał Staszka Pisarzewskiego. Stanisław nie wyuczył się na pamięć wszystkich okresów Ziemi i gdy został wywołany do odpowiedzi jednym tchem zaczął wymieniać: miocen, … ocen,…stocen, itd. Mina profesora Wieczorkiewicza – była bezcenna. Ale po chwili powiedział swoim lekko rozwlekłym stylem: Pisarzewski, mów powoli i wyraźnie…. Był to koniec odpowiedzi Stanisława i dwója w dzienniku…

Jeśli będzie mi dane spotkać się gdzieś kiedyś w innym świecie z prof. Władysławem Wieczorkiewiczem - jestem gotów " wyśpiewać"  mu na pamięć ery w rozwoju Ziemi i powiedzieć bez cienia żalu - to ja Pański "obrzydliwiec" Dachniewski z klasy I B.

        Tak naprawdę to nie mogłem się na niego gniewać, ani wtedy, ani tym bardziej dziś, kiedy wiele razy mówił po jakiejś wpadce: " Dachniewski ty obrzydliwcze". Nawet te, jak się wydaje ostre słowa, przepełnione były troską i dbałością o wychowanie młodego "nygusa". Zresztą nasz prof. Wieczorkiewicz znany był ze wspaniałej, choć może lekko przesadzonej dykcji i specyficznego głosu.
Miałem przez wiele lat pracy zawodowej zajęcia z logopedami, ale zawsze podczas ćwiczeń z dykcji przypominałem sobie z dawnych szkolnych lat  wymowę takich wyrazów jak: rozciągliwoŚĆ, twardoŚĆ, czy wytrzymałoŚĆ. U naszego wychowawcy akcentowanie końcówek wyrazów i tzw. "nie zjadanie" zgłosek graniczyło z mistrzostwem, choć zapewne robił to bezwiednie. Taki po prostu był - oryginalny, bezpośredni, trochę śmieszny, ale tę smukłą postać z ciepłym, dobrym spojrzeniem pamiętam wyraźnie.
Dziś gdy niektórzy z nas, a niebawem większość będzie miała głowy pokryte tak niewielką ilością włosów jak u naszego Wychowawcy wtedy w I B, wspominamy z sentymentem tę postać człowieka jakby z nieco innej epoki, dla kogoś trochę może groteskową, ale jakże sympatyczną i barwną.

Otoczenie szkoły było wprost zaproszeniem  na wagary. Niezależnie od pory roku. Ale nieobecności należało usprawiedliwiać. Oczywiście przynosiliśmy własnoręcznie wypisane usprawiedliwienie jakoby napisane przez rodziców.  I Profesor przyjmował je, zdając sobie sprawę, z uprawianej przez nas fikcji.  Ale kiedyś nie wytrzymał i nieświadomie… stworzył kolejną legendę. Jeden z kolegów, współredaktor tej monografii usprawiedliwił nieobecność koniecznością uczestniczenia w pogrzebie dziadka. Profesor przyjął usprawiedliwienie i ze zdziwieniem zapytał, Wrzesiński, ilu Ty masz dziadków, bo w tym roku pochowałeś czterech…". Gdyby ktoś zarobił wtedy zdjęcie miny Bogusia miałby  na pewno nagrodę Press Foto. Cóż, aparaty fotograficzne były wtedy w cenie, a w pobliżu nie było klasowych etatowych "pstrykaczy" - rejestratorów naszej  historii, czyli Andrzeja Szyszkowskiego /Glipsera/, czy Sławka Miętka. Ja ze swoim "Druhem" 6X6 nawet się nigdy nie wychylałem odpadając w branżowej konkurencji. Wracając jednak do treści wspomnianego i niezarejestrowanego szkolnego obrazka....Bogdan W. - dziś możemy powiedzieć śmiało - Bogdan Wrzesiński miał dość ciemną karnację, ale w chwili, gdy nasz ulubiony Wychowawca z miną pełną oburzenia  i nieskrywanej ironii przemawiał mu  do słuchu  zrobił się na twarzy wprost purpurowy, aż sam nie mogłem uwierzyć, że można aż tak, jak się wówczas mówiło, "zjarać cegłę". Ja się nie dziwię niczemu z tamtych lat, bo większość zespołu autorów Monografii nie należała do grona "wybitnych" matematyków, więc również ilości rodzinnych uroczystości mogła być nieco przekłamana.

             Nasz pierwszy wychowawca był uroczym, ciepłym Panem, choć pamiętamy tę twarz przeoraną bruzdami życiowych trudów i wojennych przeżyć w Twierdzy Modlin.

            Myślę, że wraz z upływem czasu, wspominając Profesora coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że mieliśmy możliwość spotkania się z wzorcem pedagoga. Może takiego, jak wykształcił Go początek XX w., ale chyba w dzisiejszych czasach bardzo potrzebnego.

            A jeżeli kiedyś, w tym lepszym świecie, przyjdzie nam się z Tobą Profesorze spotkać, to na pewno będziesz przewodnikiem „obrzydliwych typów” z Twojej I B, naszym ukochanym „Pyziem”…

 
 

Wywiad z Mariuszem Gajdą – podsekretarzem stanu w Ministerstwie Ochrony Środowiska otwiera styczniowe wydanie miesięcznika GOSPODARKA WODNA. Redaktor naczelny Ewa Skupińska rozmawiała o możliwościach rozwoju branży dla dynamicznego rozwoju kraju i dużych nadziejach, jakie środowisko wiąże z prowadzonymi przez resort pracami nad nowelizacją prawa wodnego. Twórca i pierwszy prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej w latach 2005-2007 jest absolwentem wydziału hydrotechnicznego Politechniki Gdańskiej. To drugi – po prof. Henryku Słocie - wiceminister odpowiedzialny za gospodarkę wodną o  profilowym wykształceniu.

 – W gospodarce wodnej musimy wprowadzić instrumenty finansowe, które będą stymulowały rozwój branży gospodarki wodnej, w ogóle zasobów wodnych. Mam taki pomysł, żeby wprowadzić rodzaj VAT-u wodnego. Jeżeli ktoś pobiera metr sześcienny wody, to VAT- nie płaci. Jeżeli zaś z poboru oddaje 1/10, to płaci ten VAT. Trzeba również stworzyć mechanizmy polegające na dużo większym zróżnicowaniu wód za pobór wód z zasobów, np. nawadnianie do celów produkcji rolnej z wód podziemnych jednak powinno kosztować. Nie, że ma być zakazane, ale musi kosztować; wtedy każdy będzie wodę szanował. Mechanizm finansowy jest zawsze skuteczny. Uważam, że ten mechanizm będzie bardziej stymulował niż mechanizm administracyjny. Ten ostatni też musi zostać, ale nie jako jedyny; łatwo go ominąć poprzez różnego rodzaju kruczki prawne. Chciałbym wszystkie zakłady, które pobierają wodę, automatycznie opomiarować, tak jak w domach; ile wody pobierasz za tyle płacisz. Koniec. Proste i skuteczne – twierdzi Mariusz Gajda.

- Z drugiej strony pieniądze wypracowane przez wodę muszą wracać do gospodarki wodnej bezpośrednio. To jest podstawa, żeby móc gospodarować, trzeba mieć środki finansowe – dodaje wiceminister.

Rozmówca Ewy Skupińskiej zwrócił też uwagę na wymierne niedostatki z brakiem fachowców w tej branży. – Największym problemem jest niskie wynagrodzenie fachowej kadry, która odpływa z prozaicznych powodów. Jak nie ma dobrej kadry, to się wszystko rozsypuje – podkreśla podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska.

Godnym polecenia w tym wydaniu miesięcznika jest też obszerny artykuł dyskusyjny: „Aktywizacja gospodarcza rzek w świetle uwarunkowań formalno-prawnych polskiego systemu zarządzania wodą”. Jego autorzy: Żaneta Marciniak z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy; Stanisław Wroński – pełnomocnik Marszałka woj. Kujawsko-Pomorskiego ds. dróg wodnych i Leszek Turowski z Biura ds. Dróg Wodnych Urzędu Marszałkowskiego woj. Kujawsko-Pomorskiego analizują PROBLEMY I WYZWANIA – GOSPODARKI WODNEJ w POLSCE. Jednymi z wielu wymienionych w tym artykule. są m.in. ”zaniedbania w systemie kształcenia kadr dla potrzeb gospodarki wodnej, gdyż stała się ona nieopłacalną i niszową branżą; w Polsce kształcimy kadry, które zatrudnienie znajdują głównie u armatorów zagranicznych”

Tezy warte przemyślenia...

Nie ma już z nami Pani Profesor Janiny Cygowskiej. Odeszła po strasznej chorobie, z którą zmagała się od pewnego czasu. 12 lutego br., w piątek wieczorem w wieku 69 lat zakończyła swą ziemską wędrówkę  w swym domu w Dębem. Do samego końca był przy Niej mąż Zenon Cygowski. Pogrzeb Pani Janki odbędzie się w Jej rodzinnym Nasielsku, we wtorek, 16 lutego br. o godz. 15.

Pani Janina Cygowska pracę w Technikum w Dębem rozpoczęła w 1969 roku. Była wychowawczynią internatu i nauczycielką języka rosyjskiego. W tym samym roku wyszła za mąż za nauczyciela TGW Zenona Cygowskiego. To „szkolne małżeństwo” przez blisko 7 lat mieszkało blisko Szkoły w służbowych lokalach w internatach: nr 5, nr 3 i nr 1. Zimą, w 1976 r. przeprowadzili się na drugą stronę Narwi, „na górę” do Dębego. Zamieszkali w jednym z domów przeznaczonych dla nauczycieli Szkoły przy zaporze, który wcześniej zajmował były kierownik internatu Stanisław Skorupski.

W czerwcu 2013 r. małżonkowie Cygowscy (na zdjęciu) uczestniczyli w jubileuszowym Zjeździe Absolwentów z okazji 50- lecia Technikum w Dębem.