Najniższy stopień turniejowego podium zajęły podopieczne Magdaleny Wasik w rozegranych w czwartek (23.03.2017) mistrzostwach powiatu legionowskiego szkół ponadgimnazjalnych w siatkówce dziewcząt. Tylko jeden wygrany mecz z PZSP Serock wystarczył do zajęcia trzeciego miejsca w stawce 4 drużyn, spośród których bezkonkurencyjne okazały się reprezentantki LO im. Marii Konopnickiej w Legionowie. Triumfatorki turnieju to niemal w całości zawodniczki mistrzowskiego teamu zespołu juniorek LTS Legionovia prowadzonego przez trenera Wojciecha Lalka. Ich zdecydowana wyższość nad konkurentkami sprawia, że od lat pozostałym drużynom w tej rywalizacji pozostaje jedynie walka o drugą lokatę. Tegoroczne wicemistrzostwo przypadło siatkarkom ze szkolnego teamu z II LO im. Jana III Sobieskiego w Legionowie, które w wyrównanym meczu z licealistkami ze Szkoły przy zaporze w dodatkowym secie wygrały 15-13.

Klasyfikacja turnieju:

1.      LO im. Marii Konopnickiej Legionowo

2.      II LO im. Jana III Sobieskiego Legionowo

3.      LO Komornica (d.TGW Dębe)

4.      PZSP Serock

Add a comment

Jest bardzo prawdopodobne, że w roku szkolnym 2018/2019 w Szkole przy zaporze w Dębem zostanie przywrócone kształcenie zawodowe. Zamierzenie utworzenia klas o specjalności: technik budownictwa wodnego oraz technik żeglugi śródlądowej to efekt doniosłego spotkania, które odbyło się w piątek, 17 marca 2017r. – w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej w Warszawie. W spotkaniu udział wzięli: ze strony Szkoły - Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Szkoły przy Zaporze w Dębem w składzie: Prezes Jerzy Wilczyński, Wiceprezes Andrzej Gronek, Członek Zarządu Grażyna Chojnowska oraz Dyrektor Szkoły Pan Mirosław Sieradzki, a ze strony Ministerstwa: Dyrektor Departamentu Edukacji Morskiej Pan Janusz Karp, Naczelnik Wydziału Kształcenia i Kwalifikacji Pan Bartosz Dziurla, Główny Specjalista Departamentu Edukacji Morskiej Pani Renata Pal oraz Naczelnik Wydziału w Departamencie Żeglugi Śródlądowej Pan Krzysztof Błaszkiewicz.

Spotkanie odbyło się z inicjatywy Zarządu Towarzystwa i było kontynuacją pierwszego spotkania, które odbyło się również w Ministerstwie w dniu 20 stycznia 2017r.

Jak nie trudno się domyślić przedmiotem obu spotkań, po raz pierwszy tej rangi, była problematyka kształcenia zawodowego na poziomie technicznym, maturalnym, w zawodzie technika budownictwa wodnego oraz technika żeglugi śródlądowej w Szkole przy Zaporze w Dębem. Celem tych spotkań było znalezienie możliwości wpisania edukacji technicznej w Szkole przy Zaporze w Program rewitalizacji i rozwoju śródlądowych dróg wodnych w Polsce do 2030r. przyjętego Uchwałą Rady Ministrów nr 79 z dn.14 czerwca 2016r. /Monitor Polski z dn. 22 lipca 2016r. poz.711/.

Za „nami” było wiele lat swoistej walki, najpierw o uchronienie Szkoły przed jej likwidacją, następnie działania i troska o utrzymanie tzw. opłacalności jej bytu oświatowego, aż wreszcie próby reaktywowania kształcenia w niej techników budownictwa wodnego. Niestety, te ostatnie starania napotkały na barierę postaw społecznych skutecznie ukształtowanych przez politykę oświatową  ostatnich 10 lat,  deprecjonujących kształcenie zawodowe. Z takim oto bagażem doświadczeń przystąpiliśmy do tych rozmów zabiegając o wsparcie naszej „idee fixe”.

Tym większe było nasze zdziwienie, że spodziewając się jak zwykle tzw. rozmów „na okrągło” jak to wielokrotnie bywało, spotkaliśmy się z żywo zainteresowanymi urzędnikami Ministerstwa, czego konsekwencją ma być swoista wizytacja grona kierownictwa Ministerstwa  obiektów i terenów Szkoły przy Zaporze ok. 26 kwietnia b.r. / nie wykluczony udział Ministra Pana Marka Gróbarczyka/ i spotkania z władzami Gminy Wieliszew jako organu prowadzącego Szkołę w sprawach związanych z reaktywacją szkolnictwa zawodowego na poziomie technicznym pod patronatem Ministerstwa.

Drugim konkretnym uzgodnieniem jest inauguracja kampanii reklamowej tego kształcenia w formie „eventu” -  konferencji na terenie Szkoły przy Zaporze pod roboczym tytułem „ Edukacja zawodowa w służbie gospodarki wodnej na przykładzie 50-letniej tradycji Technikum Gospodarki Wodnej w Dębem – perspektywy i zagrożenia”, która jest planowana przez nasze Towarzystwo na jesieni b.r.

Na spotkaniu wstępnie uzgodniono przyjęcie patronatu nad konferencją przez Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Pana Marka Gróbarczyka, na pisemny wniosek naszego Towarzystwa, który niebawem wystosujemy.          I to jest to co mogliśmy w tym zakresie zrobić i co zrobiliśmy.

Konkludując, powyższe wydarzenia układają się w pewien logiczny i konsekwentny tok działań i co najważniejsze nie noszą cech tzw.” mowy trawy”, czy „bicia piany” jak kto woli, z która najczęściej dotychczas mieliśmy do czynienia.

Z zainteresowaniem, pełni nadziei, oczekujemy dalszych kroków, tym razem  ze strony urzędników i wszystkich zainteresowanych urzędów. Oczywiście ze swej strony będziemy aktywnie współdziałać w całym procesie reaktywacji edukacji zawodowej w Szkole przy Zaporze w Dębem. 

Add a comment

Położenie Szkoły przy zaporze w Dębem w otulinie pięknych, zasobnych w grzyby, lasów sosnowych niskiego brzegu Zalewu Zegrzyńskiego, skłania do poznania sposobów i metod walki ze szkodnikami lasów w Polsce – przekonuje Dominik Kowalski. - Podjąłem się przybliżyć temat ochrony lasów z racji mojego udziału w takich akcjach - dodaje.

Początki wykorzystania samolotów do opylania lasów sięgają w zasadzie prawie z pojawieniem się małych maszyn latających. W Polsce już w 1925 roku zapoczątkował opylanie dwupłatowiec pochodzenia francuskiego. W kolejnych latach kontynuowano walkę już polskimi samolotami. W rejonie Nowego Miasta Lubawskiego rozpylano przeciw barczatce sosnówce mieszankę senianu wapnia z siarczanem miedzi.

 Po wojnie w 1945 roku okazało się, że w lasach występują plagi szkodników leśnych. Niebawem zaczęto opylanie lasów. Jeszcze w latach 40-tych na samolotach komunikacyjnych, a już od początku lat 50-tych powstaje Przedsiębiorstwo Usług Lotniczych /PUL/ i następuje szybki rozwój małych samolotów gospodarczych. Początkowo były to przeważnie konstrukcje licencyjne, jak An-2R, później Gawron-G1 i Gawron–G2. Szybko powstała nasza rodzina samolotów rolniczych. Lata 60 i 70- XX wieku to złoty okres naszych specjalistycznych samolotów rolniczych. Od 1960 do 1969 roku wyprodukowaliśmy 375 samolotów w wersji rolniczej. W Zakładzie Usług Agrotechnicznych polskiego rolnictwa i leśnictwa pracowało około 215 maszyn. Polskie samoloty były cenione. Pracowały w 10 krajach Europy - od Hiszpanii przez Europę Środkową do Skandynawii. Z powodzeniem latały też w Indiach, Turcji, Egipcie, Sudanie i Ameryce Południowej.

W latach 60. i 70. XX wieku w wielu obszarach leśnych żerowały różne szkodniki leśne, głównie strzygoni choinówki, barczatki sosnówki, brudnicy mniszki. W miesiącach wiosennych, głównie

 maj-czerwiec. przeprowadzano na szeroką skalę opylania lasów. Zabiegi agrotechniczne wymagały specjalnych warunków pogody. Samolot, żeby mógł dobrze rozsiewać środki owadobójcze musiał latać na możliwie na najmniejszej wysokości nad lasem. Do spełnienie tych warunków najważniejsza była sprzyjająca pogoda – cisza lub słaby wiatr, bez opadów i mgieł. Dlatego niezbędnym w załodze opylającej był meteorolog-synoptyk.

Prognozy pogody nie były powszechnie dostępne jak dzisiaj. W przeddzień planowanych opylań, synoptyk przedstawiał prognozę pogody na następny dzień w rejonie akcji opylania. Stanowiła ona podstawę planowania lotów. Z racji uwarunkowań fizycznych w atmosferze, najczęściej opylanie odbywało się rano albo wieczorem. Przed rannym wzbudzeniem i w czasie wieczornego wyciszenia pogody. Niestety dla synoptyka nie był to dobry rozkład zajęć. Już o brzasku /około 3 godziny/ trzeba było dokonać rozpoznania warunków pogody. Przy sprzyjającej prognozie zrywano załogę, żeby możliwie najwcześniej zacząć pracę. W czasie opylania na bieżąco mierzono kierunek i prędkość wiatru i określano stan pogody. Wszelkie zmiany były sygnalizowane kierownictwu grupy i załodze.

Praca meteorologa nie była łatwa. Na przełomie lat 50. i 6.0 XX wieku brałem udział w akcji opylania lasów na terenie Szczecińskiej Dyrekcji Lasów Państwowych, obejmującej północno zachodzie województwa Polski. Zarobaczone były rozległe kompleksy lasów sosnowych w puszczach: Gorzowskiej, Noteckiej i Rzepińskiej .Na tych terenach, przy sprzyjającej pogodzie, opylaliśmy lasy Wspominam ten pobyt z dużą nostalgią. Szczególnie pamiętam duży rygor pracy i nocne rozpoznawanie pogody w lasach. Z chwil wolnych niezapomniane zostają wybornie /zakrapianej dziczyzny/ przyjęcia, organizowane przez miejscowych leśniczych. Gorzej wspominam spacery w lesie po opylaniu. Niestety na poszyciu lasów, leżały martwe ptaszki, wiele pożytecznych owadów, wyraźnie widać było skażenie środowiska leśnego. Rozsiewane bardzo silne /na bazie DDT/, toksyczne pestycydy niszczyła nie tylko szkodnika leśnego. Poczułem się źle, nie myślałem że nasza praca oprócz uzdrawianie lasu powoduje także duże straty.

W ostatnich latach opryski lotnicze lasów przeciw szkodnikom, zmieniły się zasadniczo. Samolotowe opylanie ogranicza się jedynie do największych ilości skupisk ognisk szkodników leśnych. Do oprysków dobierane są /dla każdego roku/, przez Instytut Badawczy Leśnictwa preparaty chemiczne o najmniejszej szkodliwości dla fauny i ludzi. Przykładem mogą być akcje przeprowadzone na wiosnę 2016 roku , na terenie lasów zielonogórskiej dyrekcji. Przy zastosowaniu wszelkich zaostrzeń na obszarze 11 województw prawie w 100 % udało się zlikwidować groźne szkodniki drzew iglastych barszczyka sosnówka i brudnica mniszka. Coraz większe znaczenie w zwalczaniu szkodników leśnych mają metody biologiczne. Wykorzystywane są też bakterie i grzyby, nawet mrówki.

Obecnie największe spustoszenie w lasach iglastych pozostawia kornik drukarz. Z pomocą zanieczyszczeń powietrza zniszczył lasy w górach Izerskich, przy niezrozumiałej polityce zniszczył też prawie 1/3 lasu świerkowego Puszczy Białowieskiej. Przy pełnym zrozumieniu problemu, pozostaje jedynie zamienić istniejące drzewa na nowe nasadzenia. Samoloty wykorzystuje się głównie do walki z pożarami lasów.

Foto: samolotypolskie.blogspot.com

Add a comment

Przypominamy kolejny fragment Naszej Monografii Technikum w Dębem. Opowiadanie Mariana Dachniewskiego o pewnej przygodzie dwóch pierwszoklasistów z klasy budownictwa wodnego...

Była jesień 1968 roku, a dla nas „pierwszaków” TGW był to czas przystosowywania się do nowych i często trudnych rygorów internatowej rzeczywistości, po tym jak przecież niejako na „własne życzenie” na pięć długich lat przyszło nam żyć z dala od rodzinnego domu. Ja byłem w nieco lepszej sytuacji niż moi koledzy w internatu numer 5, w którym mieszkałem, bo do domu nie było daleko. Inni pochodzili z najodleglejszych regionów naszego kraju, bo TGW to przecież była jedyna tego typu szkoła w Polsce. Kiedy leżąc na metalowym łóżku patrzyłem w sufit i tęskniłem za domem i myślami jeszcze tam byłem na co dzień - to tak zupełnie szczerze współczułem tym, co do domu mieli kilkaset kilometrów. Niektórym osobom czytającym te wspomnienia zapewne trudno uwierzyć, że były czasy bez telefonów komórkowych, bez telefonicznej budki w pobliżu, a do budynku najbliższej poczty było kilka kilometrów. Żyć więc musiał taki 14- latek zdany na siebie, trochę kolegów, zapewne naszych profesorów i wychowawców. Wyrwałeś się chłopie z domu to teraz masz…. Może to była moja indywidualna cecha charakteru i osobowości, ale popłakiwałem na początku po cichu, zwłaszcza gdy do dziennika wpadła „lufa” z matematyki, czy chemii i nie wiesz biedaku  co będzie dalej. Dziś po latach widzę jak z tych „maminsynków” życie formowało dojrzałych ludzi odpowiadających  już za siebie, za swoje sprawy, postawy etc.

Te internatowe rygory i obowiązki zapisane w planie dnia nie były może takie złe, ale często z odbiorem jakości zleconych prac zwłaszcza porządkowych były często kłopoty. A to niezbyt lśniąca podłoga na korytarzu, którą sami pastowaliśmy, a to w pokoju bałagan, a to stopnie słabe itd. To wszystko decydowało na przykład czy  w najbliższą sobotę po lekcjach pozwolą jechać do domu. Mówię o liczbie mnogiej bo pierwszą instancją był wychowawca w internacie, ale na szczególne nasze prośby reagował również wychowawca klasy. Wychowawcą I B w 1968r. był poczciwy i uroczy profesor Władysław Wieczorkiewicz, którego wraz ze Sławkiem Miętkiem, kolegą z klasy po prostu wzięliśmy „ na litość” w pewną jesienną sobotę. Wieczorem po wielu serdecznych prośbach wyraził zgodę na nasz wypad do domu. Lepiej późno niż wcale – pomyślałem-  może zdążymy na ostatni autobus w kierunku Serocka i Woli Kiełbińskiej. Już na zaporze było wiadomo, że na ostatni  autobus jednak nie zdążymy, ale może złapiemy tzw. „okazję” – popularny w tamtych czasach sposób przemieszczania się. Optymizm to dobra cecha, ale proza życia go weryfikuje, zwłaszcza jak przez blisko dwie godziny stania na autobusowym przystanku, nie przejechał żaden pojazd. Podkreślałem wcześniej, że żyliśmy wtedy w nieco siermiężnych czasach, gdzie autobusy kursowały co dwie godziny, a inne pojazdy pojawiały się na takiej drodze sporadycznie zwłaszcza nocą. Nie damy za wygraną – idziemy pieszo. W końcu do Woli Kiełbińskiej w której mieszkał Sławek tylko pięć kilometrów, choć przez tęgi las, a do mojego Serocka następne pięć, ale to już będzie połowa drogi. Byłem harcerzem, więc pokonanie takiego dystansu na piechotkę mieściło się w moich możliwościach. Pierwsze kilometry marszu zeszły nam na dywagacjach co by było gdyby na przykład z lasu wyszedł wilk, albo dzik. Na sama myśl przyspieszaliśmy kroku oddalając w tę jesienną szarugę taki obrót spraw. Dziś po moich licznych morskich podróżach wiem, że na statku na przykład nie mówi się o sztormach, bo można wywołać „wilka z lasu”. Wtedy o tym nie wiedziałem, więc założyliśmy, że mówienie o potencjalnych zagrożeniach miało nam pomóc i rozładować napięcie oraz  strach. Nic bardziej mylnego. Nagle zauważyłem, że z przeciwka tą leśną szosą wprost w naszym kierunku zbliża się jakaś ogromna postać o nieludzko wielkich kształtach odziana w rozwiewającą się we wszystkie strony pelerynę. Przypominał filmowego Zorro tylko był dwa razy większy. Czy widzisz Sławek to co ja ?–spytałem przyjaciela  drżącym głosem i prawie szeptem? Widzę -  wybełkotał Sławek.

Na ucieczkę było już chyba za późno, a i nogi zrobiły się jakby z waty. Przez głowę przeleciała mi dającą nadzieję myśl, że Sławek jest przecież o wiele silniejszy ode mnie, więc walcząc, jeśli ja mu jeszcze pomogę, może ujdziemy z życiem. Moja nadzieja jednak gasła wraz ze zbliżaniem się tej ogromnej postaci chyba jeszcze większej niż była  przed chwilą.

Co ma być to będzie pomyślałem widząc nasze beznadziejne położenie. Aż tu nagle dosłownie dwa kroki przed nami z mroku nocy wydobywa się ciepły i miły głos: „ Co wy chłopcy tak ciemną nocą spacerujecie po lesie”? Nie dosyć, że nogi z waty to i głos gdzieś utknął w gardle. My, my, my idziemy do dooomu, a kim Pan jest?

Ja jestem proboszczem w parafii Wola Kiełbińska i wyszedłem się przed nocą nieco przewietrzyć i pospacerować. Spojrzałem na Sławka, bo tylko on mógł zweryfikować prawdziwość słów tego jegomościa. Znaczącym skinieniem głowy potwierdził – to ksiądz. A wy skąd się tu wzięliście- zapytał z troską. My idziemy z Technikum Gospodarki Wodnej w Dębem, bo uciekł nam ostatni autobus. Nie boicie się tak chodzić przez wielki las? Nie skądże znowu jesteśmy odważni i zawsze tak chodzimy. To wymyślone na poczekaniu kłamstwo dało nam umiarkowaną pewność o dalszy przebieg wypadków. Następne dwieście metrów przeszliśmy wspólnie z proboszczem, który wreszcie zapiął na guziki swoją pelerynę i nie wyglądał już jak nieziemska zjawa. Sławek miał już właściwie z głowy, a ja następne pięć kilometrów do rodzinnego Serocka pokonałem truchtem, na wszelki jednak wypadek rozglądałem się na lewo i prawo, wierząc ,że już tej nocy nic złego mnie nie spotka. Wystraszony, spocony i zmęczony to właśnie ja pojawiłem  się jak ta leśna  zjawa o tak późnej porze we własnym domu. Nie pamiętam już abyśmy ten wyczyn w następnych latach zdublowali, ale wiem ,że „strach ma wielkie oczy”. 

Foto: www.ladnydom.pl

Add a comment

Mirosław Sieradzki został w niedzielę (5 marca br.) podporucznikiem Wojska Polskiego. Aktu promowania 99 żołnierzy rezerwy dokonali szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. broni Leszek Surawski, Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. Jarosław Mika oraz Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. Sławomir Wojciechowski.

W uroczystości z okazji promocji żołnierzy rezerwy na pierwszy stopień oficerski na Placu im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie uczestniczył Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz, który w swym przemówieniu powiedział m. in.: Panowie generałowie, panie i panowie oficerowie, żołnierze, drodzy goście, rodziny promowanych dzisiaj podporuczników a wreszcie wy podporucznicy Wojska Polskiego. Składaliście dzisiaj przysięgę tobie Ojczyzno. Dobro Rzeczypospolitej Polskiej będzie dla mnie najwyższym prawem. Nigdy Cię nie zawiodę Ojczyzno. To wielkie słowa, które zobowiązują do wielkiej pracy. To wielkie słowa, które zobowiązują do wielkiego wysiłku. To wielkie słowa, które zobowiązują do wielkich czynów. Złożyliście tę przysięgę na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego, twórcy polskiego czynu niepodległościowego, polskiej niepodległości, wolności utraconej w końcu XVIII wieku, Przez egoizm, bezradność, głupotę, słabość, brak zdolności do stworzenia siły narodowej.

Dzisiaj na tym placu, wy kolejna setka polskich oficerów wkracza do polskiej armii, by uczynić ją silniejszą, by uczynić, ją sprawniejszą, by uczynić ją bardziej nowoczesną, by uczynić ją większą aby była zdolna bronić Ojczyzny, aby była zdolna stanąć na każ[i]e zwołanie i odeprzeć każdego wroga

Patrzą na was bliscy, patrzą na was Polacy, ale patrzą na was dzisiaj także z portretów, tutaj na gmachu Garnizonu Warszawskiego, obecni polscy bohaterowie: Rotmistrz Pilecki, pułkownik Łupaszka, Inka, Zagończyk i wielu innych, którzy nigdy nie złożyli broni, którzy zginęli w latach 40-tych, 50-tych i 60 – tych walcząc z sowiecką okupacją. Dziedziczycie ich właśnie tradycje, tak jak dziedziczycie tradycje żołnierzy Grunwaldu, Cecory, Kircholmu, bitwy wiedeńskiej i bitwy warszawskiej.

W uroczystej promocji dyrektora Mirosława Sieradzkiego uczestniczyła delegacja Towarzystwa Przyjaciół Szkoły przy zaporze w Dębem a także grupa uczniów LO w Komornicy pod opieką ppłk. rez. Adama Bednarza.



Add a comment

Poświąteczny prezent. Kwartalnik nr 14/15

03-01-2018 Wyświetleń:64 Aktualności Admin

Od kilku dni, na naszej stronie internetowej (do pobrania w zakładce KWARTALNIK) jest już dostępny, łączony, najnowszy numer naszego kwartalnika. Naszą okładkę tytułową zdobi grupowe zdjęcie 10 absolwentów TGW Dębe...

Czytaj więcej

Życzenia na Święta i Nowy Rok 2018

23-12-2017 Wyświetleń:133 Aktualności Admin

I znów mamy Święta... Gwiazdki Najjaśniejszej, choinki najpiękniejszej... By spełniło się choć jedno z Waszych marzeń... Radosnych Świąt Bożego Narodzenia, odpoczynku w rodzinnym gronie oraz szczęścia, pasma sukcesów i niesamowitych...

Czytaj więcej

Przyszłość płynie rzeką

22-12-2017 Wyświetleń:66 Aktualności Admin

Rewitalizacja polskich dróg wodnych to właściwy kierunek – przekonuje Andrzej Klimek w swym artykule opublikowanym w listopadowym numerze 11(827) miesięcznika GOSPODARKA WODNA. Wiceprezes Zarządu i Dyrektor Dywizji Żeglugi Śródlądowej Grupy...

Czytaj więcej

Jasełka. Szkolna Wigilia Anno Domini 2017

21-12-2017 Wyświetleń:83 Aktualności Admin

Miejcie nadzieję! Nie tę lichą, marną... Ten początek wiersza Adama Asnyka był mottem przewodnim świątecznej inscenizacji bożonarodzeniowych Jasełek, w wykonaniu licealistów LO Komornica. Odbiorcami tego patriotycznego zawołania, którego scenariusz przygotowali:...

Czytaj więcej

PRZEDRUKI. Jan Stanisław Skorupski

04-12-2017 Wyświetleń:124 Aktualności Admin

"Stanisław Skorupski do Technikum Gospodarki Wodnej w Dębem przyszedł ze sporym już doświadczeniem pedagogicznym. Absolwent dawnego Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej przez wiele lat pracował w Turoszowie w zespole szkół górniczych. —...

Czytaj więcej