Decyzja o wyborze Dębego była pochodną wielu okoliczności. Szukałem szkoły, która oferowała COŚ wyjątkowego – wspomina dr. hab. Henryk Mizerek, absolwent kierunku Meteorologii TGW Dębe. Prezentujemy obszerny fragment wywiadu, którego pozostałą część opublikujemy w następnym, czerwcowym wydaniu kwartalnika SZKOŁA PRZY ZAPORZE.

Z Henrykiem Mizerkiem rozmawiał Andrzej Gronek

Pochodzisz z Warmii...

Wychowywałem się w szczególnym miejscu. Mieszkaliśmy na kolonii z dala od ludzi. Najbliższy sąsiad mieszkał w odległości prawie jednego kilometra. Od szkoły dzielił mnie dystans trzech kilometrów. A w tamtych czasach było to naprawdę daleko. Nie było autobusów … nawet porządnej drogi.  Zimą  trasę pokonywałem na nartach, czasem saniami. Latem do dyspozycji miałem rower. Rytm codzienności w dzieciństwie wyznaczały pory roku. Zapachy i smaki dzieciństwa to zapach lasu … inny w każdej porze roku i porze dnia, szmery i pluski pobliskiego jeziora Tejstymy  oraz zapachy i smaki kuchni mojej babci.  Był też zapach i smak książek. Pochłaniałem je wręcz  - jak leci „pustosząc” skromne zbiory okolicznych punktów bibliotecznych. Rodzice patrzyli na to z niepokojem i uzasadnioną – w ich mniemaniu – troską. To pewnie pasji czytania przy lampie naftowej lub przy latarce pod kołdrą „zawdzięczam” konieczność noszenia okularów korekcyjnych od wczesnej młodości.

Co wówczas sprawiało, że znaczna odległość od Szkoły nie była dla Ciebie trudnością w dążeniu do nauki?

Moja pierwsza szkoła to maleńka, nieistniejąca już dzisiaj, Szkoła Podstawowa w Biesowie. Była to szkoła z ogromnymi tradycjami  i zasługami dla Warmii. Powstała na początku XIX wieku (w 1802 r.) Za  „moich” czasów kierował nią Józef Giedrys – bardzo zacny i mądry człowiek. Potrafił radzić sobie z dzieciakami pochodzącymi z rodzin o różnych tradycjach. Warmia w tamtych czasach był to prawdziwy tygiel narodowości. Mieszkali tam „autochtoni” (przez ówczesną propagandę utożsamiani z Niemcami), duża grupa repatriantów ze Wschodu, oraz ludzie, którzy (tak jak mój dziadek) osiedlili się tutaj w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Co ciekawe tego typu różnorodność stanowiła dla nas wielką  wartość. Nie pamiętam konfliktów wynikających z różnic tradycji i języka. Uczyliśmy się od siebie nawzajem, byliśmy ciekawi siebie. Łączyła nas wspólnota miejsca i konieczność pomagania sobie nawzajem w walce z przeciwnościami losu.

Czy bywasz w Biesowie na organizowanej tam od 2007 r. Warmińskiej Uczcie Pierogowej?

Niestety nie. W Biesowie bywam rzadko. Jedynie przy okazji  odwiedzin grobów mojego ojca, babci i dziadka na przykościelnym cmentarzu. 

W 1968 r. przyjechałeś do Dębego, by po 5 latach nauki zostać maturzystą klasy meteorologii Technikum Gospodarki Wodnej. Co sprawiło, że podjąłeś naukę w tej Szkole?

Decyzja o wyborze Dębego była pochodną wielu okoliczności. Informację o szkole znalazłem w informatorze. Szukałem szkoły, która oferowała coś wyjątkowego. Coś na miarę dziecięcych marzeń i rodzących się pasji.  Meteorologia to było „to coś”.  Była dla mnie czymś z pogranicza magii i czarów. Rozumienie i umiejętność przewidywania pogody traktowałem wówczas jako odwagę stawiania czoła tajemnicy. Było to coś bardzo cenionego w mojej małej społeczności

Czy można polubić Szkołę?

Nigdy nie przepadałem za szkołą jako instytucją. Zawsze pozostanie ona miejscem, gdzie bezkarnie stosuje się przemoc symboliczną wobec uczniów i nauczycieli. Ale TGW było wyjątkowe dlatego, że tworzyli go w większości nauczyciele, którzy intuicyjnie czuli „duszę” szkoły i wartość edukacji odbywającej się poza narzucanymi przez system rytuałami.

Co wówczas wypełniało wasz czas wolny?

Mówiąc nieco metaforycznie – wszystko to, co mieściło się w ramach systemu wychowawczego Stanisława Skorupskiego. Było to bardzo rozległa przestrzeń. Na tyle rozległa, że nie czuliśmy ciężaru i rygorów pedagogicznego „cielska”. Dla Skorupskiego nie byliśmy bezwolnymi podopiecznymi, których trzeba pilnować, nadzorować, wyręczać od odpowiedzialności. Traktował nas nie jak uczniaków – lecz jak młodszych kolegów. Po latach myślę, że Dębe było wówczas polskim, unikatowym odpowiednikiem Summerhill. Treść czasu wolnego wyznaczały nasze potrzeby i pory roku. Jak tylko z zalewu zeszły lody każdą wolną chwilę spędzaliśmy na łódkach. Były też wyprawy piesze do Zegrza, autobusowe do Warszawy i gdzie tam sobie ktoś wymarzył.

Bardzo ważna była wówczas dla mnie działalność w harcerstwie. Piesze rajdy – miedzy innymi - do Palmir, Żelazowej Woli to były prawdziwe lekcje historii i patriotyzmu. Skorupski zaszczepił w nas wolę i odwagę realizacji odważnych pasji.

Jak później potoczyła się Twoja droga życiowa?

W miarę spokojnie i - powiedział bym - w sposób typowy dla kariery akademickiej. Po  maturze, jak wcześniej wspominałem, trafiłem do pracy na Stacji Meteorologicznej w Olsztynie. Po  roku, za namową  Leszka Wierchowicza, mojego serdecznego przyjaciela, postanowiłem podjąć studia w WSP w Olsztynie. Wybrałem pedagogikę.

Po studiach podjąłem pracę na uczelni. Przeszedłem tam kolejne szczeble kariery akademickiej – od asystenta do profesora UWM. Doktoryzowałem się na Uniwersytecie Warszawskim (1989), stopień doktora habilitowanego uzyskałem na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu. Mówię o tym z dumą, bo to prestiżowe uczelnie.

Czy edukowanie młodych studentów jest frapującym zajęciem i czy można Twoją pracę naukową traktować w kategoriach pasji bądź nawet wypełniania pewnej misji?

Praca dydaktyczna nie jest ceniona na współczesnych uniwersytetach. Nacisk kładzie się na badania naukowe i publikacje. Niemniej dla mnie zawsze była ona powodem do satysfakcji.

Od lat prowadzę wykłady z metodologii badań społecznych. Zainteresowania naukowe kieruję w stronę badań stosowanych w edukacji – w tym szczególnie badań ewaluacyjnych. Te kwestie są przedmiotem analiz w mojej, niedawno wydanej książce.

Bardzo sobie cenię zajęcia na studiach doktoranckich,  podyplomowych, seminaria a także prowadzenie wykładów. Mam bardzo wielu swoich wychowanków, osoby które pisały pod moim kierunkiem prace magisterskie i licencjackie. Wypromowałem też ośmiu doktorów. Wszystkich wspominam z ogromnym sentymentem. Raczej nie przechodzą na drugą stronę ulicy spotykając mnie w mieście.

Nauczanie może być frapujące pod warunkiem spełnienia kilku warunków. Daje frajdę wtedy, gdy potrafisz wykorzystywać i reżyserować sytuacje sprzyjające uczeniu się i to nie tylko studentów. Także nauczyciela. Nie dostrzegamy często, jak wiele się można nauczyć od młodych ludzi. Podam przykład. W tej chwili mój, niespełna czteroletni wnuczek, wykorzystując „analogową” tablicę wyjaśnia budowę układu słonecznego. Wszystkiego dowiedział się w przedszkolu. Teraz rysuje ziemię, kolejne planety. Odpowiada na pytania mamy o ich nazwy, kolory…itp. Wszystko odbywa się po hiszpańsku. Mama prosi go używania nazw polskich. Podpowiada mu, przypomina. Ja, będąc świadkiem tej sytuacji, mam doskonałą okazję do uczenia się hiszpańskiego oraz zrozumienia tajemnicy funkcjonowania umysłu małego dziecka.

Podobnie jest z dorosłymi. Kształcenie to głęboka interakcja, w którą wchodzą aktorzy sytuacji uczenia się. To także sztuka stawiania czoła zadaniom, które zwykle traktujemy jako niewykonalne.

Podobnie jest w przypadku pracy naukowej.  Nie jestem pewien czy w moich przypadku jest to pasja czy misja. Nigdy o tym nie myślałem w taki sposób.

Badanie naukowe to proces, w którym na podstawie tego, co już wiadomo szukasz odpowiedzi na pytanie, czego jeszcze nie wiadomo. Jest  ono zawsze bliższe sztuce niż rzemiosłu. Z mojego doświadczenia wynika, że dobry naukowiec to ten, który potrafi balansować między trzema „cnotami” – pokorą, pychą i przekorą. Inaczej się nie da. Musisz przecież zaoferować światu coś nowego, czasami czemuś zaprzeczyć, wykazać słabości dotychczasowego sposobu myślenia o świecie.  Jednocześnie trzeba tworzyć wiedzę, która uzyska akceptację społeczności uczonych. Musisz udowodnić, że potrafisz podporządkować naukę prawdzie.

Nauka stanowi treść mojego i to nie tylko zawodowego. Ja nie wiem co to znaczy  być na wakacjach, na urlopie.  Oczywiście wyjeżdżam, dużo podróżuję po świecie. Jednak nie po to by uciec od pracy, zapomnieć o niej.  W mojej profesji  można pracować  leżąc na plaży lub kosząc trawnik.

Czy COŚ jeszcze chciałbyś dodać o swoim dniu dzisiejszym?

No cóż. Metrykalne zbliżam się do kresu swojej aktywności zawodowej. Jednak ogarnia mnie przerażenie na myśl o emeryturze. Mam teraz dobry okres w swoim życiu zawodowym. Udało mi się stworzyć znakomity zespół badaczy w swojej katedrze. Realizujemy wiele projektów. Sam też ostatnio sporo publikuję.

Czuję się spełniony zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. Jestem szczęśliwym mężem, ojcem i dziadkiem dla  czwórki wnucząt. Dzieci rozproszyły się po świecie. Jednak dzisiaj świat, dzięki technologii, bardzo się „skurczył”. Mam z córkami i wnukami  stały i bliski kontakt.

Czy w sobotę,16 czerwca br. zamierzasz uczestniczyć w jubileuszowym Zjeździe Absolwentów z okazji 55-lecia Szkoły przy zaporze w Dębem ?

Mam taki zamiar. Ostatnio brałem udział w Zjeździe w 2008 r. Przeszkodą może być to, że ostatnio dużo podróżuję. Praktycznie co tydzień kilka dni jestem poza domem. Jeśli tylko będę w Polsce na pewno się pojawię. Choćby na chwilę.

FOT. Andrzej Pająk

Do Zjazdu coraz bliżej...

11-05-2018 Wyświetleń:217 Aktualności Admin

Koncert zespołu YANINA 4GRAMY  /Janusza Yaniny Iwańskiego/ uświetni VI Zjazd Absolwentów Szkoły przy Zaporze w Dębem z okazji 55-lecia powstania Szkoły. Koncert rozpocznie się 16 czerwca br. o godz. 21...

Czytaj więcej

Na Zjeździe na pewno się pojawię

03-05-2018 Wyświetleń:162 Aktualności Admin

Decyzja o wyborze Dębego była pochodną wielu okoliczności. Szukałem szkoły, która oferowała COŚ wyjątkowego – wspomina dr. hab. Henryk Mizerek, absolwent kierunku Meteorologii TGW Dębe. Prezentujemy obszerny fragment wywiadu, którego...

Czytaj więcej

Drugie miejsce w trzecim podejściu

01-05-2018 Wyświetleń:83 Aktualności Admin

Jeden wygrany mecz wystarczył drużynie piłkarek ręcznych ze Szkoły przy zaporze w Dębem do zdobycia wicemistrzostwa powiatu legionowskiego szkół licealnych. W nieco okrojonej rywalizacji w sali Zespołu Szkół Ogólnokształcących im...

Czytaj więcej

Jak połączyć tyle różnobarwności Wisły?

30-04-2018 Wyświetleń:85 Aktualności Admin

Jesteśmy przekonani, że dorobek Roku Rzeki Wisły 2017 jest zbyt cenny, by nie stał się wyznacznikiem działań na następne lata, napisali w zaproszeniu organizatorzy debaty „Był sobie Rok Wisły i...

Czytaj więcej

Gotowi, by wejść w świat poważnych decyzji

28-04-2018 Wyświetleń:108 Aktualności Admin

Aleksandra Zakrzewska ze średnią ocen 5,30 została najlepszą uczennicą klas trzecich LO Komornica w roku szkolnym 2017/2018. Spośród 55 tegorocznych abiturientów Szkoły przy zaporze w Dębem druga lokata w tej...

Czytaj więcej