Przejdź do treści

Powrót nad Marwicką Młynówkę

Za nami ponad 600 km spędzonych w podróży w poszukiwaniu „Śladów naszych praktyk”. Cechowanych ciepłem, ciekawością i odrobiną poświęcenia. W sobotę, 21 maja br. trafiliśmy do Marwicy. Przez blisko 14 godzin odbyliśmy COŚ w rodzaju sentymentalnego powrotu na Zachodnie Mazury do małej wioski w gminie Rychliki. Przy tej okazji zobaczyliśmy jak działa pochylnia Buczyniec dla statków żeglujących Kanałem Elbląskim i zwiedziliśmy Stare Miasto w Pasłęku. Trochę przypadkiem na trasie naszego przejazdu natrafiliśmy na Sanktuarium w Świętym Gaju. Nieplanowane odwiedziny w tym miejscu okazały się dobrą okazją do wytchnienia i krótkiej refleksji związanej ze zbliżającym się VII Zjazdem.

Naszym celem zasadniczym była MARWICA – wieś w województwie warmińsko-mazurskim. Osada ta istniała co najmniej jedno pokolenie przed 1303 rokiem. Na północny wschód od Wysokiej, zapewne na terenie dzisiejszej Marwicy, leżała w 1244 roku posiadłość Alberta Starepiwo. Przez miejscowość przepływa niewielka rzeka Marwicka Młynówka, nad którą niegdyś znajdował się młyn Ernsta Schön´a z niewielką siłownią wodną. Dziś po siłowni wodnej w Marwicy już nic nie zostało, natomiast nieduży potok, a właściwie bystrze o dynamicznym nurcie wciąż wartko toczy swe wody. Nie ma tu także barakowozu, w którym przed 42 laty, w maju 1974 roku Jerzy Gronek i Marian Nocuń z III klasy budownictwa wodnego, mieli swą bazę pobytową podczas 4-tygodniowej praktyki zawodowej.

Natomiast pozostały tu kiszki faszynowe, które nadal umacniają brzegi Marwickiej Młynówki na kilkudziesięciometrowym odcinku między niewielkim mostkiem a łąkowym przepustem. Podobno to te same, które Jurek i Marian pomagali układać pracownikom Rejonowego Przedsiębiorstwa Melioracyjnego z Pasłęka wzdłuż rwącego bystrza. Co prawda obaj zgodnie przyznali, że wątpią, by przez ponad 42 lata przetrwały nienaruszone, jednak takiej ewentualności wykluczyć nie można. Podobno wiara czyni cuda…

Warto też nawiązać do stwierdzenia ze wstępu dotyczącego odrobiny poświęcenia, bowiem nie sposób nie wspomnieć tu o szczególnym udziale Mariana/Andrzeja Nocunia. Dwoistość używanych imion przez tryskającego optymizmem absolwenta rocznika 1976 nie ma jednak istotnego znaczenia, natomiast rzeczą niezwykłą był fakt, że emerytowany komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Lublińcu dotarł na miejsce wieliszewskiej zbiórki po przejechaniu blisko 300 km. To się nazywa wyczyn!

Do kategorii wydarzeń możemy zaliczyć też uczestnictwo w tym wyjeździe 11 osób, co zważywszy na wspomniane na wstępie odległości i spędzony czas, również zasługuje na uznanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *